Takich przykładów można mnożyć wiele z tych i innych dyscyplin, jak filozofia, ekonomia itd. A wszystkie one sprowadzają się do tego, że w tej atmosferze musiała słabnąć prawdziwie naukowa kry­tyka i dyskusja, a bez wymiany poglądów, bez krytyki i dyskusji — nauka nie może się’ rozwijać. Oczywiście im bardziej tematyka miała charakter aktualny, im-bardziej powiązana była (lub tak się wydawało) z polityką bieżącą i mogła mieć na nią wpływ, tym dyskusje były słabsze, bardziej ogólnikowe i w rezultacie naukowo bezpłodne.  Przed uczonego twórczo torującego drogę rozwojowi nauki wysuwać się musiał w tych warunkach specjalista od’„dogmatyki”,’ „komentator”, węszący co w pracach jego twórczych kolegów jest „odchyleniem” czy „wychyleniem”, nie umiejący często dostrzec prawdziwego znaczenia osądzanych przez niego prac, gdyż nie szukał w nich tego co nowe i po­suwające naprzód naukę, ale tego, co zgodne lub niezgodne z tym, co on do wierzenia przyjął i innym wierzyć poleca. Stąd o ocenie prac decy­dowała często nie ich istotna treść, a sprawy drugorzędne, jeśli nie , wręcz marginesowe. A ile prac się nie ukazało,: uśmierconych w niejawnych ocenach przed publikacją, ile prac wbrew pierwotnym interwencjom autora zmieniło swe oblicze, .często bardzo niekorzystnie? Instytucja po­ufnych recenzji zasłużyła się. w tym bardzo wyraźnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *